Strona Główna  |  Klamecjusz 7  |  Co nowego?  |  O Klamecjuszu...  |  News  |  Murki |  Galeria |  Dodatki i Linki |


Miłośnicy zielonych szczytów
Robert Pietrzak
Artykuł zamieszczony w dzienniku 'Życie' 27 marca 1998

Uwaga: na samym końcu tego tekstu znajduje się cytat z artykułu "Drzewa" Tomka Kuglera publikowany wcześniej w Klamecjuszu nr 7. Ponieważ nawet nie wspomniano, że pochodzi to z naszego pisma, tak więc bez pytania zamieszczamy cały artykuł z Życia.
Rysunek również pochodzi z tego artykułu.


- Na szczycie czuje się odchyły na kilka metrów, a ptaki siedzą w pobliżu i w ogóle się nie boją - opowiada Bogusław Lichoński z Gdańska. Razem z kilkoma kolegami od 10 lat wspina się na kilkudziesięciometrowe drzewa. Uprawiają ten sport jako jedyni w kraju.
Chodzeniem po drzewach zaraził ich znany gdański alpinista Wacław Otręba, który na początku lat 90 zginął podczas wyprawy na Mount Everest.
Drewinizm, bo tak oficjalnie nazywa się ten rodzaj wspinaczek, traktowany jest w środowisku alpinistycznym z przymrużeniem oka.
- Dla mnie to rodzaj drążka treningowego, środek wspomagający, kiedy nie można pójść na skałkę lub pojechać w góry - mówi Przemysław Panek, członek komisji drewinistycznej, która określiła pięć zasad etycznych podczas wspinania.
Jedną z nich jest taki sposób zdobywania drzew, aby ich nie uszkadzać. Zakazane jest używanie metalowych urządzeń - np. wbijanie gwoździ.
Solo i w duecie
Na czubku drzewa wisi puszka z zeszytem w środku, do którego każdy zdobywca może wpisać swoje imię i nazwisko, i datę wejścia.
Obiekty do wspinaczki rosną głównie w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym w okolicach Doliny Radości, Karwin i Wielkiego Kacka. Mają najczęściej ok. 30 metrów wysokości. Ich wybór na alpinistyczny cel nie jest przypadkowy.
- Biorę ze sobą lornetkę teatralną i obserwuję, jak wyglądają konary i pień, ważne jest też położenie, prawdopodobny widok ze szczytu - tłumaczy Przemysław Panek. - Drzewo nie może być za trudne, choć praktycznie możemy zdobyć każde.
Wspinaczka najczęściej odbywa się parami, jeden drzewinista asekuruje drugiego. Używają przy tym typowych zabezpieczeń alpinistycznych, tj. uprzęży i lin. Niektóre drzewa zdobywają jednak "na żywca", bez żadnej pomocy. Łatwe buki osiąga się w ciągu kilkunastu minut. Zdarzają się jednak takie obiekty, które wymagają kilkugodzinnych zmagań.
Taki jest Diabelski Młyn, przy którym trzeba dokonywać sporej ekwilibrystyki - opisuje Przemysław Panek. - Wokół pnia kręcisz się ponad trzy godziny jak przy kręgu.
Nocne eskapady
Najważniejszy jest dobry start. Pierwsze konary rosną na różnych wysokościach. Bywa, że są dopiero piętnaście metrów nad ziemią.
W każdym przypadku stosuje się technikę rzutki: polega ona na rzuceniu w stronę najbliższej gałęzi sznura obciążonego kamieniem lub kawałkiem metalu, który po udanym trafieniu wraca na ziemię.
Następnie przywiązuje się do niej alpinistyczną linę i droga na wierzchołek drzewa stoi otworem.
Na górze czeka zielony ogródek liści i gałęzi, przez który ledwo widać, co się dzieje u podnóża.
-Znajdujemy tam wygodną pozycję i kontemplujemy otoczenie - opowiada Bogusław Lichoński. - Potrafimy i dwie godziny siedzieć na szczycie.
Niektórym amatorom chodzenia po drzewach nie potrzeba jednak obserwacji krajobrazu. Paweł Iwaniak, absolwent Akademii Sztuk Pięknych upodobał sobie szczególnie wspinanie nocą i w pojedynkę.
-To beznadziejna i niebezpieczna zabawa, na głowie mocuje się latarkę, która oświetla przestrzeń zaledwie na 3-4 metry - ocenia pasję kolegi Bogusław Lichoński. - Dookoła jest mroczno i mokro.
Zaletą wieczornego drewinizmu jest jednak jego tajemniczość. Ograniczona widoczność sprawia, że w minimalnym stopniu odczuwa się lęk wysokości.
Drzewa frapujące
Trójmiejscy drewiniści wykazują się też fantazją przy wymyślaniu imion swoim drzewom. Inspiracje czerpią często z literatury, choć nie tylko.
Świadectwo Dojrzałości zawdzięcza swoją nazwę temu, że zostało zdobyte przez nich tuż przed maturą. "Baron Drzewołaz" to z kolei efekt lektury opowiadania włoskiego pisarza Italo Calvino, o kilkuletnim chłopcu, który wszedł na drzewo i nigdy z niego nie zszedł.
Inne nazwy to m.in. - Wiesiołek, Teatr Magiczny, Kochanka Dominika i Odchacz Dziadek, i Śniadanie Mistrzów, z którego przy dobrej widoczności widać Zatokę Gdańską i Szwecję.
-Drewinizm jest fascynujący, bo w tej wspinaczce, inaczej niż w górach, nie ma wyraźnego punktu odniesienia, szczyt drzewa jest nieuchwytny - opowiada z przejęciem Lichoński. - Czasami jest się w takiej ulotnej, ażurowej przestrzeni, widzi się rozdwojone pnie.
Prywatnie entuzjaści wspinaczek po drzewach mają dobre zawody i wykształcenie. Przemysław Panek ukończył filologię polską i pracuje w firmie spedycyjnej. Pisze scenariusze i udziela się w gdyńskim stowarzyszeniu literackim. Bogusław Lichoński jest z kolei matematykiem i pracuje w jednym z gdańskich wydawnictw.
-Drewinizm jest dziki i nieuświadomiony, każdy człowiek nosi to w sobie - uważa Panek. - My to jednak praktykujemy.
"Drzewa są frapujące. Bywają oślizłe i nieprzystępne, zniechęcające wilgotnymi porostami. Mogą być wygrzane, chłodne, właściwie nigdy do końca nie wiadomo, czego się można po nich spodziewać" - pisze w swoim manifeście jeden z gdańskich amatorów zdobywania drzew.



© teLMi design service