|
Artur Polański
Murki z dołem
Tak, tak. To nie żadne bajki. Lecz najprawdziwsza prawda;
słowo łojanta.
Przeszedłem solo "z dołem" Zwykłą Gdyńską
i oba rogi na Elektrycznym.
Mało brakowało a zasiekałbym Gdyńską z Trzema Dziurkami
i Bartosówkę.
Niestety zaliczyłem loty!
Metoda, którą zastosowałem nie jest zbyt uniwersalna
i ma charakter eksperymentalny.
Nadaje się raczej tylko na drogi krótkie,
a murki w stu procentach spełniają ten warunek.
Wystarczy z balustrady zwiesić kilka połączonych ze sobą pętli
lub jedną długą udekorowaną węzłami linę
i wpiąć w nie zakręcane karabinki lub ewentualnie ekspresy.
Radzę rozmieścić je dosyć gęsto,
przynajmniej trzy albo cztery na drodze,
ponieważ ułatwi nam to wpinanie,
a niewielkie odległości między wpinkami
ograniczają długość odpadnięć.
Idąc wpinamy karabinki po kolei do uprzęży
i jeśli buła pozwala zakręcamy.
Dobrze ulokować je w miejscach gdzie trzymając się
jedną ręką
super klamy będziemy je mieli na wysokości pasa,
tylko takie wpinki są możliwe!
Trzeba wziąć także pod uwagę,
iż w miarę posuwania się do góry
będziemy mieli coraz więcej karabinków
i zwojów taśmy między nogami.
Do asekuracji najlepiej użyć dynamicznej liny
lub pociętych z niej pętli,
w innym przypadku lot będzie bardzo NIEDYNAMICZNY i twardy,
z pewnością niewskazany zarówno dla sprzętu jak i dla wspinacza,
czego z niesmakiem doświadczyłem.
Wyżej opisany sposób chodzenia po Murkach
pozostawia zapewne wiele do życzenia,
oraz sporo miejsca na dalsze innowacje,
jednak jest to kusząca alternatywa oklepanej wędki,
czy wyżerających psyche żywców.
Nie potrzeba partnerów, przyrządów asekuracyjnych, ważna jest wytrzymałość.
I zapewniam, Murki z dołem są jeszcze ciekawsze niż zwykle.
|