|
Tomasz Kugler
Zanik mocarz
Bardzo mocna ekipa trójmiejskich łojantów wyruszyła zdobywać
podzawierciańskie turnie na początku kwietnia.
Patenciarz, Zanik, Bartek M.,
Młody, Lechu, Tadek, Witold,
Rafał, PiPo oraz wsparcie w postaci
Magdy i Matyldy
tak silnego składu murkowiczów skałki od dawna nie zaznały.
Z liderów młodzieżowego trójmiejskiego wspinania zabrakło tylko
Qby Rozbickiego, który spędził jednak ten czas
z Endżinem, penetrując tajemnicze zerwy żabojadów.
Pobyt w skałkach zainicjował samotnie Młody, który wskutek licznych
nieporozumień, po niespodziewanym kilkudniowym pobycie w Poznaniu
(o czym piszemy gdzie indziej) zjawił się w Podlesicach
dzień wcześniej
niż reszta grupy, tj. w piątek.
Pobieżny rzut oka na szron w Zawierciu i stwierdzenie braku puchowego
śpiwora, nie mówiąc już o namiocie czy kuchence
ostudziły pierwotny
zapał do spania "na trawce".
Burżujską metodą zamówił spanie w "Ostańcu",
zostawił rzeczy i zaatakował
jako pierwszy Gdańszczanin w tym roku wapienne gładzie Góry Zborów.
Następnego dnia rano dojeżdżają Bartek i Zanik, który tradycyjnie
powitał się głośnym, nosowym Ho-ho-ho-ho.
Ho-ho-ho! - odpowiedział równie tradycyjnie Młody
i poszli wspólnie łoić.
Tuż po południu natomiast docierają rozeźleni Rafał,
Patenciarz, Lechu i Tadek,
którzy spenetrowali najpierw kilka hektarów lasu w poszukiwaniu
"półpiętra", gdzie miały stanąć namioty.
Jednak dopiero niedziela zaowocowała
pierwszymi "poważniejszymi" prowadzeniami.
Pierwszym z nich było skromne VI.1+ (RP-z) Zanika,
którego wartość podnosi fakt, że nawet przed wpinką do drugiego
(ostatniego) ringa gleba znajduje się w zasięgu "spokojnego"
lotu z g=9.81
(problem ten rozwiązał potem Patenciarz w typowy dla siebie sposób
wieszając dwumetrowy eeekspres).
Chwilę później Młody rozochocony poprowadzeniem
wspomnianego VI.1+ (RP-z)
i innego VI.2 (OS), przystawia się bez znajomości
do VI.3.
Próba kończy się wrzaskiem i panad sześciometrowym lotem
prawie do samej ziemi, tudzież chwilową niechęcią do prowadzeń
(wieczorem prowadzi jednak jeszczeWyprawę po mjut
, VI.2+, RF-z).
Po południu Patenciarz, Lechu, Tadek i Rafał odchodzą do Rzędkowic,
gdzie pod czujnym okiem Z. Wacha doskonalić będą technikę asekuracji
(jeden z nich również wspinania).
W poniedziałek rano Młodego budzi odgłos
odjeżdżającego autobusu,
którym miał odjechać Bartek.
Niestety, zainteresowany znajduje się w objęciach Morfeusza
w namiocie na Półpiętrze; w końcu
odjeżdża tuż przed szóstą z Kroczyc.
Pozostali podejmują pierwszą tego dnia błędną decyzję
i wieszają wędkę na drodzeRaz do Turcji się wybrałem
(VI.4),
skąd po wytyczeniu
nie istniejących prostowań (ok. VI.4+)
i skasowaniu prawych nadgarstków wracają do namiotów.
Tu podejmują drugą niewłaściwą decyzję
- idą na skałki na G. Aptece,
znajdującej się nieco na południe.
Niestety na skutek kolejnych błędów w rozumowaniu,
na Aptekę trafiają dopiero po kilku godzinach,
odkrywając po drodze mnóstwo domniemanych "Gór Aptek",
przechodząc nawet na jednej z nich dziewicze formacje
(po gruntownym oczyszczeniu z 250 kg gruzu).
Pierwsze krople deszczu jednak i tu nie pozostawiają wiele
czasu do namysłu - następne punkty programu
to "Ostaniec" i namiot,
skąd po uraczeniu się butelką wina
raźno wyruszają pod Dziewicę.
Tam przechodzą tzw. Jasiówkę (VI+),
przy czym Młody po raz pierwszy zobaczył
Zanika nie zwracającego zbytniej uwagi na jakość asekuracji
(podejrzenie upojenia alkoholowego jest oczywiście bezzasadne
i zupełnie nie na miejscu).
Następny dzień przynosi długo oczekiwany pierwszy lot Zanika
- tym razem aż 2 cm (droga Polak potrafi, VI.1
przy próbie przejścia OS).
Po niepowodzeniu na zbyt łatwym standardzie następują
pierwsze wędkowe próby na Strzale w dziesiątkę
(VI.4)
zakończone przejściem drogi w ciągu.
Wieczorem Młody odwiedza jeszcze kursantow w Rzędkowicach,
gdzie przysłuchuje się thrillerom o asekuracji opowiadanym przez Tadka
i zajada smaczny budyń zaserwowany przez Matyldę.
Kolejny dzień przynosi próby
na Bormaszynie (VI.4+/VI.5),
jedynej na wyjeździe drodze, gdzie Zanikowi zabrakło nawet wyobraźni
dla pokonania ciągu kilku przechwytów.
Był to też ostatni dzień umiarkowanie dobrej pogody
następnego do południa lało,
zaś w kolejnych spadło nieco śniegu
(co nie przeszkodziło jednak Zanikowi w próbie poprowadzenia
Strzału w dziesiątkę
odpadł jednak w czwórkowym (!) terenie
powyżej trudności).
Podsumowując, wyjazd pokazał, że znacznie zwiększyły się możliwości
trójmiejskich łojantów,
w zasięgu w tym roku jest VI.4+,
może nawet VI.5.
Niepokoi jednak mała liczba prowadzeń,
a rażąca jest mania "OS na wędkę"
żywcem przeniesiona z Murków.
Kilka prowadzeń Młodego i kursowe drogi to zdecydowanie za mało,
chociaż trzeba przyznać,
że wyjazd potraktowany został zupełnie rozrywkowo.
|