murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Forum | Zaloguj | Kontakt

[12 marca 2003, Robert Peru]

Wiza na 48 godzin

Szpica w akcji, czyli trójmiejska nabojka w Kaliningradzie. Reportaż z czwartej eliminacji Pucharu Trójmiasta.

Strefa zrzutu

Sobota, godz. 6.00–7.00, aglomeracja Gdańska

Wsiadam do kolejki, 6.00, już z daleka widzę znajomą twarz. Szucownik wciśnięty w kąt wagonu leniwie ćmi machorkę i popija herbatę ze słoika. Jego niewzruszona mina dodaje mi pewności siebie. Przyjacielskie skinienie głową, rozumiemy się bez słów…
Pod pozorem zakupu biletu przemieszczam się na początek składu. Czujnym okiem omiatam kolejne wagony i nagle… to Ona. Ostatnio widziałem ją w Bejrucie w osiemdziesiątym — powtarzała, że się nie ewakuuje… mówili, że zginęła, przeszła na stronę wroga. Wzrok mnie jednak nie myli, siedzi otoczona gromadką swoich małych siepaczy w czarnych trykotach i pojada kanapkę odwiniętą z gazety. Wszystko więc jasne, kroi się coś dużego. Syndykat odszukał i ściągnął najlepszych ludzi.

Od dawna czekaliśmy na ten dzień, wiedzieliśmy, że po tym weekendzie już nic nie będzie jak kiedyś. Akcja wydawała się ryzykowna i niebezpieczna, a wydarzenia w Magdalence były przy niej dziecinną igraszką. Zgodnie z zaleceniami zawartymi w instrukcji operacyjnej 89/3-2003, w 3-minutowych odstępach pojawiają się kolejni uczestnicy. Całkowita cisza i pozorny bezruch. Dla postronnych pasażerów jesteśmy tylko zbieraniną przypadkowych podróżnych. Nie zdają sobie sprawy, że mają do czynienia ze specjalnie trenowaną grupą, śmiertelnie niebezpieczną komórką operacyjno-wykonawczą, elitą wśród elit.
Mówimy o sobie Szpica. Poruszamy się bezszelestnie, ogorzałe twarze poorane zmarszczkami i naznaczone bliznami nie zdradzają objawów zmęczenia. Padają suche komendy: Bak do pełnaZamknąć włazyUszczelnić smaremPrędkość marszowaMała naprzód.

Mistrz kierownicy ucieka

Godz. 8.00–10.00, gdzieś w północno-wschodniej Polsce

Tylko jedno wolne miejsce zionie pustką w autobusie, w głowie krąży pytanie kto zawiódł. Kto nie stawił się na miejsce zbiórki, odrzucił pierwotny zew przygody. Szef już wie … lecz próby nawiązania łączności spełzają na niczym. Nasz agent pozostaje nadal w uśpieniu. Morderczy trening i lata szkolenia przynoszą rezultaty, nadludzkim wysiłkiem Domino a.k.a. Szwedzki Książę (bo o nim mowa) wciska przycisk interkomu. Minionego wieczora został podstępnie uśpiony i zdradziecko postrzelony od tyłu. Ma przeszło godzinę spóźnienia, a maszyny są już prawie nad celem.
My, Szpica nigdy nie zostawiamy rannych kolegów. Książę decyduje się na karkołomny pościg, musi nadrobić na trasie do granicy przeszło godzinę. Wróg jednak nie śpi. Ktoś przestawia drogowskazy i zamiast do Elbląga Domino dociera do Pasłęka. Szybka decyzja i metodą pedał-dno, na prawie pustym baku, Domin dociera do Braniewa. Jeszcze tylko zmiana tablic rejestracyjnych i samochód wraca do domu (bo drogę zna) a nasza ekipa jest w komplecie.

Granica

Godz. 10.00–12.00, granica w Mamonowie

Przekraczamy granicę, nie pierwszyzna. Każdy doskonale zapoznał się ze swoją nową tożsamością, perfekcyjnie podrobione paszporty nie budzą zastrzeżeń. Mechanior, który przywiózł je prosto z Ankary jest sprawdzonym człowiekiem — wzrok już nie ten, ale robotę wykonał przednią, kilka razy gubił ogon na mieście ale to dla niego chleb powszedni. Zresztą to nieistotne, wszystkie dokumenty i tak zostaną zniszczone lub porzucone w drodze powrotnej.
Skrytki w autobusie nienaruszone, ikony na swoim miejscu, pieniądze także. Główny luk wciąż pusty. Zastanawiamy się, w jakim celu przygotowano tę ogromną skrytkę. Jest tak duża, że można do niej wpakować słonia albo pianino…

Tournament

Godz. 14.00–20.00, ściana w Gurjewsku

Przybywamy na miejsce, od progu witają nas Jurij Dulub, Saszka i Aleksiej Panasin. Ale dość kurtuazji, wszak hasłem przewodnim wyjazdu jest nie przyjechaliśmy tu dla zabawy. Zawody odbywają się na ścianie Gimnazjum w Gurjewsku, tam też znajdują się nasze miejsca noclegowe (w klasach). Nie jest to może hotel Excelsior w Genewie, ale warunki panują przyzwoite. Zawody rozpoczynają się punktualnie, a nasze spóźnienie działa na niekorzyść startujących (mało czasu na rozgrzewkę). Ogółem startuje ok. 110 osób. Najmłodsi uczestnicy urodzeni w latach 90–92 startują na wędkę, reszta „z dołem”. Widać, że Rosjanie mają nie tylko doskonałe zaplecze treningowe ale i skuteczne metody werbunkowe dla młodych adeptów wspinania. Zawody trzymają bardzo wysoki poziom. Zaskakują bardzo dobre występy juniorów, zwłaszcza najmłodszych. Przewaga młodzieży jest tak duża, że zawody seniorskie odbywają się nijako „przy okazji”. Z uwagi na silną obsadę w kategorii mężczyzn, drogę eliminacyjną wyceniono na kaliningradzkie 7b+ (!).
Nasze siły ulegają rozbiciu, nieliczni mężczyźni dochodzą do pierwszej wpinki. Rosjanie są klasą sami dla siebie, z dużym zapasem kończą drogę Szasza, Jurij i Mikhail. Zapytany: „jak droga?” Sasza odpowiada: „dobra, ja mógłbym jeszcze iść, iść, iść”. Ogromny zapas wytrzymałości, lekkość ruchów i konsekwentne stosowanie patentów są przeciwieństwem, „polskiego” stylu wspinania. Widać że polska ekipa (mężczyźni) nie stanowią zagrożenia dla chłopaków z Gurjewska. Z eliminacji obronną ręką wychodzą tylko Łukasz Müller, Czarek Modrzejewski i Andrzej Mecherzyński. Oni będą reprezentować Polskę w niedzielnym finale.
W konkurencji kobiecej sytuacja wygląda o wiele lepiej — Eliza Kugler, Agnieszka Flakowicz i Emilia Gruszewska walczą jak „równy z równym” z reprezentacją gospodarzy (Swietłana Dulub i Tonia Suworowa).
Ostatecznie do finałów dostało się sześcioro Polaków: Eliza, Bunia, Wełna, Łukasz, Mechanior i Czarek. W finałach znaleźli się także uczestnicy z młodszych kategorii wiekowych : Kasia Jurek, Agata Wiśniewska, Julia Zaniewska oraz Marcin Franiak, Kuba Szumiło i Paweł Draga.

Smutne miny, nosy na kwintę, topienie smutków i niemocy w hektolitrach alkoholu — w ciągu kilku zaledwie godzin Szpica uległa rozbiciu. Tacy byliśmy dobrzy, silni, najlepsi — a chłopcy z Gurjewska posłali naszych najlepszych agentów do piachu — i to z uśmiechem na ustach, bez wysiłku nieomal.
W ciągu kilku godzin zmieniły się pryncypia, staliśmy się cichymi wyznawcami mocy Jurija i Szaszki, a każdy zabiegał o przyjacielski uścisk dłoni lub chociaż próbował się otrzeć o swego idola.

Jest impreza

Godz 21.00–1.00, Gurjewsk

Wieczorem w odpowiedzi na żywotne potrzeby kolektywu wspinaczkowego Rosjanie zaaranżowali skromną imprezę o charakterze biesiadno-rozrywkowym. Na początek rozegrano serie dwumeczów „w nogę”. Trudno powiedzieć kto wygrał, gdyż składy były mocno mieszane, a uczestnikom zależało tylko na tym, by zapomnieć o wspinaczkowych niepowodzeniach. Przeciąganie liny — oto następna zabawa. Zasady proste jak włos Mongoła: stawka — flaszka szampana, walka do 2 zwycięstw, drużyny 10-osobowe. Po wygranej odzyskaliśmy rezon i można było przejść do dalszych punktów programu.
Zabawy z marchewką i kartami wywołały nie mniej emocji, wszyscy odzyskali animusz i rzucili się w wir zabawy. Przodownikiem pracy okazał się niejaki Kuba S., który bardzo sprawnie poczynał sobie z marchewką (z kartami nie gorzej), a przy tym bajerował współbiesiadniczki. Oto próbki z jego repertuaru:

Czy bardzo bolało jak spadałaś z nieba, mój ty aniele…”

Proszę cię przestań, nie niszcz tego cudownego porozumienia dusz, to co zaistniało między nami jest jak kobierzec leśnego kwiecia, nie depcz go.

My mężczyźni nie jesteśmy rzeczami, chodzi ci tylko o moje ciało i za nic masz to, że zbieram suszone kwiaty i naklejki z butelek po oleju. Jesteś obrzydliwa, taktujesz mnie przedmiotowo.

Cześć oficjalna imprezy zakończyła się pokazem slajdów przy akompaniamencie wspaniałej, monumentalnej i szalonej muzyki (podobno mixowanej i nagrywanej w najlepszych klubach Amsterdamu).
Slajdy (wykonane „dziesjat liet nazad”) obnażyły prawdę o Juriju i jego kamandzie. W młodości był dobrze zapowiadającym się agresywnym yuppie, który tylko dzięki przypadkowi trafił na trening Gurjewskiej sekcji wspinaczkowej… i tak już zostało. Trzeba przyznać, że impreza trafiała idealnie w nasze gusta (trochę fizolstwa, trochę amorów i łyk kultury na koniec ).
Gdy cześć oficjalna dobiegła końca, rozpoczęły się zajęcia w podgrupach — czyli sławetna „korytarzowa dogrywka”. W obozie gości, co się rzadko zdarza zapanowała atmosfera całkowitego zaćmienia i zbratania, przerywana od czasu do czasu komendami: nabij cybuch (Mechanior), w kanał i do dna (Zrzel), pij, nie ściemniaj (Jarek), ale wielkie stopy (Julia). Po ustaleniu nowego porządku świata i planów na dzień następny udaliśmy się na spoczynek.
Tylko Niestrudzony Pogromca OgnioduszycielaSzalony Wirtuoz z Ałma Aty nie zmrużyli oka tej nocy. Wiedzieli, że rozgrywka jeszcze nie dobiegła końca, a mroczne plemię zaatakuje wkrótce.

Noc cudów

Godz 8.00–9.00, Gurjewsk

Następnego ranka czekały nas same niespodzianki, w większości niezbyt miłe. Jeden z wywiadowców doniósł, że „chyba spadł śnieg” — zastanawiające było tylko to, dlaczego w zamkniętym pomieszczeniu i na 2 piętrze. Oto była zagadka na miarę tęgich trójmiejskich głów.
Nie takie imprezy się kładło i wszystko szybko się wyjaśniło. Jakiś gbur odpalił na korytarzu gaśnicę, co spowodowało, że pomieszczenie uzyskało na ścianach i podłodze nowy deseń w kolorze biel tytanowa. Wyglądało całkiem fajnie, szkoda, że dyrektor gimnazjum nie podzielał tej opinii (dziwak jakiś).
Jakby tego było mało, nasz obrotny Dyro sprawdził resztę szkoły i zauważył inne ubytki inwentarza między innymi rozstrojone ulubione pianino i wyłamany zabytkowy, pamiętający czasy Kanta, zamek w drzwiach. Straty wycenione, protokół spisany — psy gończe Szpicy spuszczone. Na winowajcy ciąży zaocznie wydany wyrok śmierci. Ze Szpicą się nie zadziera. Ten wypadek nadszarpnął budżet wielu uczestników, a Łoś który dokonał zniszczeń może się w Trójmieście nie pokazywać/ujawniać, bo nikt ręki tchórzowi śmierdzącemu nie poda.
Aby spłacić Dyra, Mucha zastawił w lombardzie swojego kochanego stradivariusa, za którego dostał marne grosze (płakał przy tym jak dziecko). Na szczęście poratował nas Menago zespołu TATU, który spłacił nasz dług w zamian za prawo do piosenki opowiadającej o tych wydarzeniach (roboczy tytuł „Rosjo oddaj moje 300 baksów” — premiera na wiosnę).

Finały

Godz. 10.00–12.00, Gurjewsk

Na szczęście te ekscesy nie przyćmiły wydarzeń sportowych rozgrywających się na Gurjewskiej ścianie. Finał męski wyceniono na 8a+. Tylko Sasza i Jurij sprostali trudnościom drogi i obaj zaliczyli TOP. Spokój, z jakim kończyli drogę wskazywał że to jeszcze nie koniec. Po 10-minutowej przerwie rozegrano superfinał Sasza vs Jurij. Znowu obaj byli nie do pobicia — ukończyli drogę. Żadnych śladów zmęczenia, drgawek itp. — ich królestwo nie jest z tego świata. Przyznano więc 2 pierwsze miejsca. Wsród kobiet najlepiej wypadła Tonia Suworowa, która zdobyła w superfinale o 1 punkt więcej od Swietłany Dulub.
Na koniec wyłoniono zwycięzcę w konkursie-ankiecie. Został nim Sasza — w myśl powiedzenia „zwycięzca bierze wszystko”.

Powrót

Godz. 15.00–22.00, trasa Gurjewsk–Gdańsk

Nam pozostał już tylko powrót do domu. Po drodze zwiedziliśmy inne obiekty wspinaczkowe — między innymi ścianę przy stadionie. Zrozumieliśmy, że ogromny potencjał i zaplecze treningowe dały wyraz w rezultatach zawodów, a moczapas nie wzięły się z jedzenia marmolady. Jeszcze tylko szybka wizyta w uniwermagu, granica i powrót do Trójmiasta. W drodze Mucha robi obchód luków, wreszcie dociera do największej skrytki, drobiazgowo ogląda poorane kulami pudło, delikatnie i z wdziękiem naciska kolejne klawisze. Wszystkie oczy utkwione są w jego dłoniach. Błysk w oku, rozszerzona źrenica — coś jest nie tak! Diagnoza może być tylko jedna: fis nie stroi. Cała akcja na marne. W oczach wściekłość i przerażenie — trzeba będzie tam wrócić.

Po powrocie rzeczywistość nie napawa optymizmem. Szpica uległa całkowitemu rozbiciu. Straciliśmy wielu, wielu liże rany i leczy kontuzje. Nieliczni o własnych siłach rozpłynęli się w wieczornej mgle. Udali się do swoich przydomowych katowni, gdzie z nabożną czcią zawiesili plakaty ze Śmiejącym się Saszką. W oczekiwaniu na następny rozkaz do zbiórki, pogrążyli się w zadumie i marzeniach, układając w myślach plany morderczego treningu…


[Zobacz też wyniki, zdjęciafilmy z zawodów]

Następna odsłona Pucharu już 12 kwietnia.
Czy płonąca z trzaskiem ściana AWF wystarczy by przyćmić fałszywego marsza granego na pianinie?


 
 

Opinie

+ DODAJ swoją opinię

  • No no no (Bartunia, 2003-03-14 16:43)
    Melduje się agent Bartunia:) To było dobre można by to wydać napewno dobrze się sprzeda!!! Nic dodać (...)

 
 
Na początek strony Strona główna >> [ Wprowadzenie | Praktyczne informacje | Archiwum | Przewodniki | Galeria ]  
 

© murki.pl 2000–2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl