murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Klub | Forum | Zaloguj | Kontakt

[14 listopada 2002, J.C. Pasek]

Wioślarze i pływacy…

…panny i rycerze. Rzecz o najhonorniejszych w tym roku zawodach wspinaczkowych w Polsce.

[Zobacz też wynikizdjęcia z zawodów.]

Z apierające kmieciom panelowym dech w piersiach plakaty z wizerunkiem ścianiszcza krążyły od pewnego czasu po wszystkich zakurzonych magnezją zaściankach. Chłopi zdumiewali się i dopytywali: to jest to rzeźba, li nie jest? Niejeden wprawdzie zarzekał się, że widział — rzeźby nie ma, ale nie każdy wszak słowu zasłyszanemu uwierzył.

Tak czy owak, do Sącza chłodnego i wietrznego od piątku przez noc całą zajeżdżali rycerze strefowych sandałków, wypełniając szczelnie oba pensyonaty w pobliżu strzelistej areny. Tym, którzy dotarli najpóźniej wyspać się nie było dane, bo przedbiegi wstępne na godzinę dziesiątą naznaczono.
Lokalni bogowie przyjechali z prawie wszystkich krain Polski, takoż stawiła się garstka chwatów zza wschodniej i północnej granicy. Najbliżej mieli wielce mocarni rycerze broniący honoru grodu Tarnowa, gromadnie stanęli w szranki rębajłowie spod znaku zionącego ogniem smoka, kilku dzielnych giermków przybyło z Ostrowa Tumskiego, takoż przygarść z nad dalekiego, zimnego morza, gromadka z posępnych czarnych sztolni i najdzielniejsi z dzielnych z innych prowincji: z grodu stołecznego, z onego miasta u stóp gór rozciągniętego tudzież pewnego grodu przez Krzyżaków założonego.

Szeroki i głęboki akwen dał Wielkim Mistrzom — Jacentemu z Jurkowa i jego giermkowi Nindżanem zwanemu wszelką swobodę do pokazania swego kunsztu. Rycerze mogli wiosłować przez stopniowo coraz głębszą i spiętrzającą się straszliwą kipielą wodę, zaś Panny dryfowały zrazu z pozoru niewinnym, płytkim i kamienistym strumyczkiem by potem przez małą kaskadę wydostać się do spienionego głównego nurtu, ku końcowi obrywającemu się niebezpiecznym wodospadem.

Po wyciągnięciu losów, jeden za drugim szli rycerze ku swym rzekom — jedni ku szczęśliwemu drugiemu brzegowi, tym samym na dalsze próby lekkomyślnie się wystawiając, drudzy na hańbę i zatracenie. Ku swym rzekom, Jacenty bowiem w swej zmyślności, dla szybszego plew od ziaren otrząśnięcia dwie podobne rzeki sprawił.

Już owe pierwsze przedbiegi słabość wielu grodów pokazały. Poległ Mistrz Wszechrepublik Podleśnych, z siedmiu koronowanych rycerzy od smoka padło bez ducha siedmiu, takoż połowa zuchów od Krzyżaków i niemal wszyscy z nad morza.
Z kronikarskiego obowiązku nadmienię, że z grodu przy ujściu Królowej Rzek najcięższy przedśmiertny bój stoczył dzielny rycerz Artur, ginąc z podniesioną przyłbicą w olbrzymiej kipieli, takoż poległa panna Eliza, której słaba łupinka nieomal roztrzaskała się o płytkie dno strumyczka na początku przeprawy, a potem mimo dziarskiego wiosłowania zaczęła nabierać wody, by szybko zatonąć w piekielnych odmętach. Tylko Petrus Szucownik, rębajło niskiej postury ale wielkiego ducha jeszcze dziarsko chorągiew z mewami trzymał.

Popis kunsztu wioślarskiego dały Olga z Alagina, Oleńka Ta Istna i Iwona Groźna-Marsowa, ale i królewna Kinga i niezmordowana Agnieszka z Ostrowa wielką swobodę i hart pokazały. Rychło przyszedł też czas na dalsze walki rycerzy, którym tym razem wiosłowanie po jednej już rzece naznaczono. Wkrótce zatonęły sztandary koronowanych rycerzy (Grzegorz z Greslandii, białą wstęgą u nogi przepasany, najdłużej nurtowi się opierał), Krzyżaków i dzielnego Petrusa, który kamień na rzece ze złej strony ominąć sobie umyślił. Padł skromny mocarz z grodu stołecznego, a nawet niektórzy chwaci zza granicy. Takoż zginęli rycerz o imieniu Paweł, brat Adama z Gór i Tomasz z Ostrowa, chorągiew grodu pannie Agnieszce przekazując.
Wielu wszelakoż rycerzy suchą stopą na drugi brzeg dotarło, co Jacentego z Jurkowa, który to obawiał się, że rzekę za mało wartką wybrał, o mało o stratę umysłu nie przyprawiło.

Tego dnia raz jeszcze niezmordowani rycerze i panny w szranki stanęli, tym razem z gładką taflą jeziora się zmagając. Tu spotkali się najszybsi z najszybszych: lśniącej toni nie muskał najlżejszy powiew wiatru, a kto najszybciej dzwonka na końcu dopadł, konkurenta życia pozbawiał. Edytta von Roppken z Galicji śmigała po tafli jak wiatr, ale szybsza była Olga z Akharowa, zwana Wielką, ponad wszelką wątpliwość w wygraną w turnieju mierząca. Przesławny polski rycerz Tomasz Najlepszy szybszy był od wiatru nawet, chwilami arbitrom i widzom z oczu umykając. Tylko panna Edyta i rycerz Tomasz z polskich grodów do ścigania dalszego wyznaczeni zostali, reszta trupem padła pod mieczami wschodnich bohaterów.
Tak ponownie oddzielono ziarna od plew, do zmagań w dzień kolejny najlepszych naznaczając.

Tomasz Najlepszy (z lewej) w szrankach z Iwanem Szyszkownikiem. Zobacz więcej zdjęć >> Dzień następny wstał w Sączu dżdżysty i posępny, a na szczyty okolicznych wzgórków śnieg przybielił. W cztery godziny po południu ciekawska gawiedź arenę szczelnie zapełniła, wkrótce wygaszono świece i rycerzy jednego po drugim na wybieg wypuszczono, długo prezentacyję celebrując.

Pierwsze zapasy w śmiganiu po jeziorze wyznaczono. Tomasz Najlepszy i Edyta von Roppken nie zawiedli miejscowych kmieciów, i gładko wrogów pobiwszy do finałów trafili. Tu Tomasz spotkał się z Iwanem Szyszkownikiem. Wieśniacy i szlachta na chwilę zamarli, kiedy dzielny Tomasz w rozpędzie nogi z wody wyrzucił, rychło wszakże stratę odrobił i z przewagą jeszcze wygrać zdążył. Takoż i panna Edyta siłę i sprężystość niebywałą pokazała, ku radości ludu swobodnie w finale wygrywając.

Jurij d'Ulub pogrąża się w odmętach. Zobacz więcej zdjęć >> Wkrótce w szranki ponownie stanęli wioślarze, a wśród nich także świeżo koronowani pływacy Tomasz i Edyta. Na panny czekał nieprzerwany spieniony nurt z dwoma zdradliwymi miejscami, a dla rycerzy Jacenty nauczony wczorajszym doświadczeniem przygotował straszliwą kipiel zakończoną olbrzymią kaskadą. Zebrana gawiedź bawiła się wyśmienicie, obserwując postępy kolejnych panien i rycerzy, z których prawie każdy spadał w innym miejscu. Już na wstępie potopili się Łukasz z Innej-Bajki i młody giermek Marcin z Wszołkowa, trochę dalej dopłynął Adam brat Pawła z Gór, Jewgienij z Krzywego Szejca, Michał z Alagin i Jurij d'Ulub. Prawdziwe niebezpieczeństwo czyhało jednak dopiero za zakrętem rzeki, i tam dotarli Michał Ko-Szet-Kow, Maks Petrarka i Tomasz Najlepszy. Najdłużej (a może tylko tak z mego miejsca wyglądało) z nurtem walczył rycerz Michał, ale to Tomaszowi udało się dopłynąć najdalej. Maks z kolei płynął zdecydowanie najbardziej dynamicznie wiosłując, robiąc jeden minimalny ruch wiosłem więcej od Michała.
Ale to Tomasz, to Tomasz Najlepszy jest najlepszy, najlepszy, najlepszy. Czy można więcej, lepiej, szybciej?

Na sąsiedniej rzece w międzyczasie walczyły panny. Najpierw, podobnie jak wśród rycerzy, szybko zatonęły dwie z nich — Olga Wielka i Świetlna Cwieta d'Ulub. Cwieta z Hylina dopłynęła nieco dalej, podobnie Koronowana-Przed-Chwilą Edyta. Bardzo daleko dopłynęły królewna Kinga O'Świetna i Olga z Alagina, nieco bliżej Agnieszka z Ostrowa. Kiedy jako przedostatnia wypłynęła Iwona Groźna-Marsowa, szmery wśród gawiedzi zamilkły. Gładko wiosłując pokonała panna Iwona pierwszą zasadzkę, po czym w środku łatwiejszego nurtu ustawiła łódź bokiem, wykonując manewr zabroniony we wszystkich podręcznikach. Ku wielkiemu zdumieniu ale i radości panów szlachty, po ciężkiej przeprawie Wielkiej Iwonie udało się ustawić łódź z powrotem dziobem do fali, ale straciła na to tyle siły, że niewiele dalej pogrążyła się w odmętach. Kmieciowie zamarli więc i nikt nie oddychał, kiedy w nurt rzuciła się Oleńka Ta Istna. Mała Ola dopłynęła do pierwszej zasadzki, rozpoznała ją i zaczęła zbierać siły. Tych jednakże w miarę upływu czasu nie przybywało, a kiedy panna Ola zorientowała się, że trzeba szybko próbować przeprawy, było już za późno. Ola — ku zdezorientowaniu gawiedzi — poszła na dno.
Kto wygrał? Olga z Alagina, a tuż za nią młoda królewna Kinga O'Świetna. Jako że Olga przybyła zza granicy, to Kinga będzie nosić przechodni świetlisty diadem przez najbliższy rok. Czy zechce go potem komuś przekazać?

Postscriptum

Pierwszą kopię, Teofilu posłałem do Ciebie już we wtorek, ale mój pyszny gołąb królewski rychło do mnie wrócił ze skrzydłem strzałą pogańską strzaskanym. Ta kopia jest drugą, którą Ci wysyłam, trzecią kładę wprzódy zalakowawszy do butelki w Rzek Królowej i tuszę, że za dwa tygodnie słudzy Twoi znajdą ją na plaży. W liście nie wspomniałem jeszcze o złotoustym Rafale z Nowaczyna, któren to kmieć szlachetny biegle konferansyerkę przeprowadził, raz tylko niechcący chyba ale niebezpiecznie mimo to pojedynek z Michałem Ko-Szet-Kowem zaryzykowawszy, od wioślarzy początkujących go wyzywając. Dużo by pisać o wspaniałościach, jakie nam tam wszystkim sprawiono, nie wątpię, że wieść o uczcie dla ducha i ciała tak znakomitej kraj nasz rychło obiegnie, a i długo jeszcze echem zwielokrotnionym odbijać się będzie —

— Twój Jan Chryzostom


 

Opinie

+ DODAJ swoją opinię

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych opinii. Twoja może być pierwsza…
 
 
Na początek strony Strona główna >> Archiwum >> 2002 >> Listopad   
 

© nordenberg 2000–2004. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl